Opinie i rekomendacje dotyczące
testów i diety eliminacyjnej

Opinie pacjentów, nadesłane po wdrożeniu planu żywieniowego opartego o wynik testu MRT oraz o dodatkowe informacje o stanie zdrowia zebrane w trakcie wywiadu

 

 

Paula Z., 29 lat, Warszawa

 

Do wykonania testu MRT i zastosowania diety skłoniła mnie choroba. W 2012 roku zdiagnozowano u mnie stwardnienie rozsiane. Objawy związane wyłącznie z zaburzeniami widzenia i pełne remisje po każdym rzucie wskazują na łagodny przebieg i dają nadzieję na normalne życie. Jednak pod koniec 2014 roku przeszłam ciężki rzut, który zmotywował mnie do podjęcia walki z chorobą innymi metodami niż tylko farmakologia. Miałam już pewną wiedzę na temat diety zalecanej w SM - jednym z elementów powinno być wykluczenie wszelkich alergenów i czynników zapalnych. Sprawa więc była oczywista.

 

Dietę rozpoczęłam 1 stycznia 2015, a poprawę samopoczucia zauważyłam już po pierwszym tygodniu. Poza wykluczeniem pokarmów reaktywnych otrzymałam szereg zaleceń związanych ściśle z chorobą - odstawiłam więc kofeinę, cukier, nabiał i mięso.

 

W chwili gdy piszę ten tekst jestem na diecie trzeci miesiąc i czuję się rewelacyjnie. Przedtem byłam ciągle zmęczona, czasem zmęczeniu towarzyszyły objawy grypopodobne - to już przeszłość. Zniknęły też problemy z koncentracją, osiem godzin pracy przed komputerem przestało być walką z zamykającymi się oczami, mam dużo więcej energii. Organizm znacznie lepiej radzi sobie ze zwalczaniem infekcji. W SM jest to szczególnie istotne, bo nawet drobne przeziębienie może mieć poważne konsekwencje, jak to miało miejsce w moim przypadku. Również mój układ pokarmowy zdaje się być bardzo wdzięczny za wprowadzenie tych wszystkich zmian.

 

Mój obecny ultra zdrowy styl życia wymaga wielu wyrzeczeń i samodyscypliny, niewątpliwie jest też czasochłonny. Ale efekt jest wart wysiłku. I daje nadzieję, że choroba o mnie zapomni, chociaż na dłuższą chwilę. Polecam każdemu, kto boryka się z podobnymi problemami.

 

 

Ewa R., 58 lat, lektorka języka niemieckiego i angielskiego, Łódź

 

Od dziecka cierpiałam na alergie pokarmową i wziewną, która z biegiem lat przyjmowała coraz to nowe formy – od wysypki, przez świąd całego ciała, migreny, zawroty głowy, egzemę, katar sienny, zmęczenie i senność po astmę oskrzelową, a przez wiele, wiele lat – od kiedy pamiętam, towarzyszyły temu zaburzenia ze strony przewodu pokarmowego.

 

Szukałam pomocy i lekarzy i homeopatów, szukałam sama wiadomości w książkach i w internecie i eksperymentowałam z coraz to innymi dietami. Czasami miałam okresy względnej poprawy, ale potem objawy wracały i nasilały się coraz bardziej. Nie mogłam „namierzyć” winowajców. Wiedziałam, ze szkodzą mi jakieś pokarmy, albo dodatki, ale ustalenie przyczyny dolegliwości przekraczało moje możliwości, niestety także możliwości wielu lekarzy, u których szukałam pomocy.

Przełom nastąpił, gdy w rozmowie z lekarką, który widziała mnie pierwszy raz w swoim gabinecie, padło słowo „celiakia”. Tego samego dnia odstawiłam gluten, a potem czytałam w internecie wszystko co udało mi się znaleźć na temat glutenu po polsku i po angielsku. Powoli otwierały mi się oczy. Zaczęłam sprowadzać całe tony bezglutenowego jedzenia i z gorliwością nuworysza gotowałam  dla siebie, rodziny i gości bezglutenowe potrawy.

 

Poprawa była szybka i naprawdę widoczna. Zrobiłam nawet testy mające potwierdzić lub wykluczyć celiakię – nie mam jej na szczęście, ale wiem też, że mój organizm glutenu nie toleruje. Obywam się bez niego bez większych wyrzeczeń już 3 rok. W międzyczasie przestałam nawet kupować specjalne bezglutenowe produkty – mąki, panierki, pieczywo  -  jem po prostu to, co nie zawiera glutenu.  Wprowadziłam dalsze zmiany w diecie, głównie pod wpływem książki Gillian McKeith, Jesteś tym co jesz. Zaczęłam jeść oddzielnie białko i węglowodany. Powoli zaczynają mi najbardziej smakować potrawy wegetariańskie lub wegańskie i pachnąca nieznanymi wcześniej przyprawami kuchnia hinduska, ale bez ortodoksji. W restauracji zjem i befsztyk, bo na pewno mnie nie uczula, najwyżej będę go musiała trochę dłużej trawić☺ Zaopatruję się głównie w sklepach ze zdrową żywnością i na bazarku, ale i w dyskontach umiem znaleźć coś dla siebie. Staram się nie popadać w przesadę i nie hoduję zdrowej marchewki na parapecie.

 

Niestety mimo odstawienia glutenu niektóre objawy alergii pokarmowej wróciły. Początkowa euforia przeszła w zwątpienie, gdy znów budziła mnie o 4 rano silna migrena, a na dłoniach pojawiała się od  swędząca egzema. I znów pomógł mi dr Google, bo w końcu znalazłam w internecie informację o testach LEAP. Trochę się zastanawiałam, czy wydać tyle pieniędzy na kolejne testy, bo testy też robiłam już wiele razy i niewiele z nich wynikało. Przekonało mnie w końcu to, że test LEAP sprawdza tak dużo alergenów, w tym dodatków do żywności i że w cenie były też konsultacje u dietetyka i indywidualny program żywieniowy. No i byłam już zmęczona samotną walką.

 

Sam test z punktu widzenia pacjenta jest prosty – wystarczy oddać krew. Po kilku dniach czekania „co z tego wyjdzie”, wyszło wiele niespodzianek, których sama bym z pewnością nie odkryła przy pomocy żadnej diety eliminacyjnej, bo jak wykryć reakcję na błękit patentowy? Nawet nie wiedziałam, że to istnieje, a co dopiero, że pojawia się  w mojej diecie, żeby mi zaszkodzić.  Teraz wystarczyło uwierzyć i zastosować się do zaleceń dietetyka, pani Jadwigi Przybyłowskiej. Początek jak zawsze był trochę trudny, pokarmów na liście mało, zwłaszcza w pierwszym tygodniu, a zaleceń dużo. Tabelka wisiała w kuchni na honorowym miejscu i zaglądałam do niej sto razy dziennie, żeby czegoś nie przeoczyć. Trzeba też było trochę zrewidować plany życiowe, w tym wyjazd wakacyjny i spędzić sporo czasu w kuchni. Jedzenie na mieście odpadało na początku zupełnie, wakacje bez własnej kuchni też. Ale udało się.

 

Zaczęłam w marcu 2014 od sześciomiesięcznej diety eliminacyjnej, a po kolejnych konsultacjach u dietetyka powoli wprowadzam dozwolone pokarmy. Nie muszę już co chwila zaglądać do mojej tabelki, pamiętam co mi wolno, a czego nie. W restauracjach jem rzadko i tylko potrawy na tyle nieskomplikowane, że wiadomo z czego się składają. W razie czego pytam kelnera. Słowo „gluten” jest już naprawdę powszechnie znane, a kelnerzy od razu idą do szefa kuchni, żeby się o wszystko dopytać.

 

Od dnia, kiedy otrzymałam wyniki testów i zaczęłam się stosować do „tabelki” miałam dwa epizody przypominające moje dawne objawy podobne do ostrego zatrucia pokarmowego. Niestety nie umiem powiedzieć, co je spowodowało. W sumie uważam, że to bardzo dobry wynik. Migrena i egzema  ustąpiły, astma, nawet jak zapomnę  „wdechów”(sterydów) przez parę dni prawie mi nie dokucza, zwłaszcza w górach czy na wsi.

A prawdziwy bonus, to moja nowa figura w rozmiarze 36 (mam 164 cm wzrostu) - chciałam tak wyglądać jako nastolatka, ale moja waga zawsze wahała się między rozmiarami 38 a 42, częściej w górnych granicach, a ciągłe zmiany rozmiaru ubrań były naprawdę kłopotliwe i kosztowne. Tym razem nie była to żadna dieta – cud, tylko efekt uboczny i nieoczekiwany zmiany diety i sposobu odżywiania, a przede wszystkim wyeliminowania szkodliwych pokarmów. Mam dużo energii, moje ciało jest wytrzymałe i elastyczne. Taka chcę pozostać jak najdłużej.

Dziękuję pani Jadwidze Przybyłowskiej za pomoc w przeprowadzeniu życiowych zmian i komuś, kto wymyślił te wspaniałe testy.

 

 

 

Maja K., 39 lat,  Janki  koło Warszawy

 

Pragnę się podzielić spostrzeżeniami z diety którą zastosowałam u mojego synka i u mnie. Zgłosiliśmy się na badania z powodu niejasnej nietolerancji na produkty spożywcze, która dotykała synka od urodzenia. Synek miał obniżoną odporność a w trakcie choroby niestety występowały CZĘSTO napady drgawek gorączkowych. W celu zwiększenia odporności odstawiliśmy w wieku mniej niż 1 roku nabiał (mleko i produkty mleczne), powiedzmy pozwalając na śladowe ilości nabiału w innych produktach. Ilekroć po sugestii Pani Alergolog próbowaliśmy powrócić do chociażby jogurtu sytuacja się nagle pogarszała. Nie było zmian na skórze ale były inne reakcje alergiczne i synek jednak często chorował. Diagnoza z rezonansu - duża torbiel w głowie synka i zmiany nawet krwawe na skórze w okolicach pachwin, zgięć i tułowiu.  Odstawienie BARDZO restrykcyjnie wszystkich produktów nabiałowych, orzechów, części słodyczy, kakao itp. nie skutkowało. Po kilku miesiącach walki z rankami zgłosiliśmy się na test MRT. Synek miał wówczas  4 lata. Wynik testu sugerował eliminację niektórych warzyw, które w celu odporności podawaliśmy dziecku ( np. buraki), ale też i odstawienie definitywne zbóż glutenowych: pszenicy, żyta, jęczmienia i owsa, nie tylko samego glutenu. Zdumiewające było to, iż rany które żadnym lekiem ani maścią nie chciały zejść a skóra bolała synka nawet przy aptecznych kremach czy wazelinach - zabliźniły się już po 2 tygodniach. Po miesiącu nie było po nich śladu. To spowodowało, że trzymamy tą dietę już przez 8 miesięcy bardzo restrykcyjnie (w przedszkolu, domu). Rany się nie powtórzyły a synek nie miał napadu przez ten okres - mimo ze 2 razy miał wysoką gorączkę.  Również mój wynik testu MRT wskazywał na eliminację zbóż glutenowych a także kilku innych produktów poprzednio spożywanych przez mnie. To ułatwiło zmianę odżywiania całej rodziny. Polecam testy i przyjrzenie się ich wynikom. Mama synka 5 i 8 lat.

 

 

Katarzyna D., 36 lat,  lekarz stomatolog, badacz kliniczny, Warszawa

 

W moim przypadku, dieta wyregulowana według wyniku testu MRT, istotnie podniosła moją odporność, co objawia się znacznie mniejszą podatnością na infekcje górnych dróg oddechowych, zmniejszyła nasilenie objawów związanych z przewlekłym zapaleniem zatok przynosowych, poprawiła kondycję skóry, a także dodała mi energii i witalności.

 

Chorobę Hashimoto rozpoznano u mnie w sierpniu 2011 na podstawie badania krwi na przeciwciała ( A/TPO w normie), ale ATG prawie czterokrotnie podwyższony.  W USG tarczycy obraz zwiększonego unaczynienia.

 

Po 6-miesięcznej diecie eliminacyjnej (kwiecień - październik 2014) w oparciu o MRT nastąpił spadek poziomu przeciwciał ATG w stosunku do ostatniego pomiaru z 07-12-2013 z 27, 77 IU/ml do 19,11 IU/ml. W USG z dnia 28-11-2014 obraz tarczycy bez zmian w stosunku do badania poprzedniego sprzed roku, bez cech nacieków limfocytarnych charakterystycznych dla choroby Hashimoto.

 

Przygoda z testem MRT uwrażliwiła mnie znacznie bardziej na obserwacje związku ciała ze spożywanymi pokarmami. Znacznie poprawiła mój kontakt z własnym organizmem i jego potrzebami. Otwiera mnie nieustająco na nowe możliwości kulinarne, zachęca do poszukiwań nowych składników i połączeń smakowych, wyzwala z niewoli przyzwyczajeń i nawyków.

 

 

 

Dobrota K., 44 lata,  socjolożka, marketingowiec, Warszawa

 

Dieta oparta o wyniki testu  MRT znacząco poprawiła moje samopoczucie. Nie zdawałam sobie sprawy z tego,  że mój organizm  źle toleruje m.in. fruktozę i cukier, mleko i kilka innych produktów obecnych w moim menu jak np. czosnek. Zniknęły wzdęcia i nieprzyjemne klucie w prawym boku.  Moja skóra stała się gładka i promienna. Spadek wagi spowodował, że cała sylwetka stała się smuklejsza. Warunkiem tych wszystkich zmian jest przestrzeganie diety bez żadnych ustępstw. Serdecznie polecam.

 

 

 

à

jadwiga.przybylowska
@gmail.com


\

tel. +48 691 988 213